|
Strona 1 z 3 Kiedy przeciętny użytkownik samochodów i wind, niewyobrażający sobie skutecznego funkcjonowania bez co najmniej 7 godzin snu na dobę, koniecznie w wygodnym łóżku, przeczyta poniższy artykuł, pomyśli, że to opowiadanie z gatunku science fiction. Ale zaręczam, że człowiek, który jest w stanie w ciągu sześciu dni przebiec 555 km po Saharze, śpiąc nie więcej niż 1,5 godziny na dobę, by siódmego dnia, po wygraniu morderczych zawodów, zdrzemnąć się zaledwie 2 godziny, istnieje. I to bynajmniej nie w rzeczywistości wirtualnej, lecz – z przerwami na podróże – w stanie Nowy Jork. Bohaterka naszej opowieści nazywa się Alicja Chrzęst-Barahona i pochodzi, co nie jest bez znaczenia, z Suchej Beskidzkiej na Podhalu. Bo kto inny, jak nie polski góral lub góralka, jest w stanie skuteczniej udowodnić, że przetrwanie wszystkich wyżej wymienionych niedogodności jest możliwe? A także warte zachodu. Bowiem, gdy miałem przyjemność przeprowadzać z Alicją wywiad w kawiarni na Manhattanie, od razu zauważyłem, że promienieje ona pogodą ducha i wyjątkową energią. W dodatku, choć od zakończenia ekstremalnego wysiłku minął zaledwie tydzień, miałem wrażenie, że wyglądała o dziesięć lat młodziej niż wynika to z jej metryki. Maraton to pestka Choć uprzedzałem, że nie poruszamy się w obrębie science fiction, zdaję sobie sprawę, że historia tej mieszkającej od ponad 10 lat w Stanach Zjednoczonych (obecnie w White Plains w powiecie Westchester, stan Nowy Jork) wybitnej biegaczki ekstremalnej może wielu czytelnikom wydać się fantazją wymyśloną przez pisarza specjalizującego się w opisywaniu przygód supermenów. Bieganie długodystansowe zaczęła bowiem trenować mając...44 lata, a obecnie, choć żyje na tym najpiękniejszym ze światów nieco ponad pół wieku, należy do grona najwybitniejszych specjalistów. Forma rodzaju męskiego nie jest przypadkowa. Zdarzyło się bowiem, że zostawiła w pobitym polu nie tylko kobiety, ale i wszystkich mężczyzn! Zapewne wielu znających się na sporcie czytelników żachnie się, że osoba mająca pierwszy kontakt z treningiem dopiero po czterdziestce nie jest w stanie osiągnąć klasy światowej, ale ukryte talenty czystej wody czasem się jednak trafiają. Ponadto spieszę dodać, iż Alicja, zanim zaczęła biegać wyczynowo, nie unikała wysiłku. Inna sprawa, że choć gra w tenisa wymaga dobrej kondycji, to jednak nie takiej, jak brnięcie przez kilkaset kilometrów piasku lub śniegu. Zresztą pewnie dlatego odbijanie tenisowej piłeczki jej się znudziło – było pozbawione zmagania z własną słabością niczym wieczorny spacer z psem. Ultramaratońskie predyspozycje Barahony nie wyszły na jaw od razu. Bowiem podczas pierwszego biegu miała kłopoty z pokonaniem...jednego okrążenia stadionu. Można przypuszczać, że po prostu narzuciła sobie zbyt szybkie tempo. Na szczęście jej to nie zraziło. W następnych dniach z determinacją dokładała kolejne okrążenia, aż odkryła, że jej żywiołem jest bieganie długodystansowe. Alicja bowiem ma fenomenalny organizm.
«« start « poprz. 1 2 3 nast. » koniec »» |