Lady Killers, czyli wojny w ringu, poza nim i na bankiecie
Jak już wiemy, na niedawnych mistrzostwach Europy w kick-boksingu  w portugalskim Porto nasza żeńsko-męska ekipa w K1 Rules, low kicku i formule light-contact wywalczyła 13 medali - 6 złotych, 3 srebrne i 4 brązowe. Wystartowało aż 447 zawodników z 30 krajów. Zajęliśmy drugie miejsce w klasyfikacji medalowej. Zachwyciły zwłaszcza nasze panie, bo przecież „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”.
 
Status quo
Nie byłem wczoraj w Warszawie. Nie zasiadłem na krzesełku w hotelu Sheraton razem z innymi działaczami rządzącymi naszym brudnym i śmierdzącym na kilometr w Europie futbolem, nie głosowałem (z czego się cieszę), nie oglądałem tych wszystkich gratulacji dla Laty.
 
Sen o złotych wisienkach
Wyrywanie medalowych kawałków z olimpijskiego tortu będzie dla Polaków bardzo mozolne

Gdybym miał wymienić polskiego sportowca lub sportsmenkę z co najmniej 70-procentowymi szansami na złoty medal w Pekinie, to obawiam się, że z czystym sumieniem podałbym tylko jedno nazwisko - Szymon Kołecki (zakładając, że nie przeszkodzą mu od dawna go trapiące problemy ze zdrowiem).
 
Strona główna arrow Piłka nożna arrow Listkiewicz: nie wiem czy to była najlepsza decyzja
Listkiewicz: nie wiem czy to była najlepsza decyzja Drukuj Email
19.11.2007.
 Nie wiem, czy zatrudnienie Leo Beenhakkera to była najlepsza decyzją, którą podjąłem jako prezes PZPN. Na pewno jednak znalazłaby się w czołowej trójce. A na przygotowania do mistrzostw Europy nie będziemy szczędzić grosza - mówił w rozmowie z PAP prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Michał Listkiewicz.

PAP: Czy zatrudnienie Leo Beenhakkera na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski to była pana najlepsza decyzja jako prezesa PZPN?

Michał Listkiewicz: Nie wiem czy najlepsza. Na pewno w "trójce" by się zmieściła. Nie chwaląc się, przyznam, że chyba mam nosa do selekcjonerów. Uważam, że zatrudnienie wcześniej Jerzego Engela i Pawła Janasa to też były trafne posunięcia. Równie wysoko stawiam także przystanie na propozycję Ukrainców, by spróbować wspólnie zorganizować mistrzostwa Europy, choć w 2003 roku wydawało się to zupełną mrzonką.
PAP: Proszę przypomnieć jak doszło do zaproszenia do Polski Holendra...

M.L.: To było w czerwcu 2006 roku, tuż po zakończeniu naszego udziału w mistrzostwach świata. Można powiedzieć, że była to idea zbiorowa. Kandydaturę Beenhakkera, jako świetnego i doświadczonego szkoleniowca oraz profesjonalisty, podsunęły mi osoby zarówno ze środowiska piłkarskiego, jak i nasi partnerzy z firmy Sport Five. Swoje zrobili także dziennikarze, którzy wywierali wielką presję na poprzednim selekcjonerze Pawle Janasie i na mnie. Zastanawiałem się czy Janas nie powinien zostać, bo jest moim zdaniem świetnym trenerem, ale zauważyłem, że nie potrafi poradzić sobie z falą krytyki. Z wielu stron słyszałem, że zmiana jest nieodzowna i powinna być radykalna. Dlatego postawiłem na Beenhakkera.

PAP: Przeczucie nie zawiodło także, gdy jeszcze przed finałem eliminacji zdecydował się pan przedłużyć kontraktu z Beenhakkerem...

M.L.: Cieszę się, że zrobiłem to we wtorek, a nie w sobotę, czy niedzielę po meczu z Belgią, choć niektórzy uważali taką decyzję za przedwczesną. Wtedy byłbym nie fair w stosunku do niego, wyglądałoby że wcześniej nie do końca mu ufałem. A tak nie było.

PAP: Kto pana zdaniem zasłużył na największe brawa w kończących się eliminacjach, komu reprezentacja zawdzięcza najwięcej?

M.L.: Bohaterem na boisku na pewno był Ebi Smolarek. Strzelił nie tylko najwięcej bramek, lecz także trafiał do siatki w najważniejszych, być może przełomowych momentach, jak spotkanie z Portugalią, Kazachstanem czy Belgią. Nie wolno jednak zapomnieć o roli trenera. Beenhakker okazał się wyśmienitym strategiem, potrafił dotrzeć do psychiki piłkarzy. Jednak bez wielu innych osób, choćby sztabu medycznego, nie byłoby sukcesu.

PAP: Awans do mistrzostw Europy to nie tylko sukces sportowy, ale i finansowy...

M.L.: Nie liczymy jeszcze pieniędzy, ale na awansie nie stracimy. O wysokości sumy, jaką otrzymamy z UEFA dowiemy się po losowaniu grup, zapewne podczas jednego z wielu szkoleń przed imprezą. Z pewnością będzie jednak ona znacząca. Ale i wydatki podczas przygotowań czekają nas niebagatelne. Nie będziemy szczędzić grosza, by później nie przeżywać takiego rozczarowania, jak w Korei Płd czy Niemczech na MŚ.

PAP: Myślał pan już o tym, co zrobić, by wyjazd do Austrii i Szwajcarii nie trwał równie krótko, jak udział w dwóch ostatnich mundialach?

M.L.: To jest głównie zadanie trenera. Związek ma zrobić wszystko, by przygotowania przebiegały w optymalnych warunkach, m.in. znaleźć odpowiednich sparingpartnerów. Przygotowania rozpoczną się jeszcze w tym roku, bo tak należy traktować wyjazd reprezentacyjnego zaplecza do Turcji, gdzie piłkarze z polskiej ligi rozegrają dwa spotkania, w tym oficjalne z Bośnią i Hercegowiną. W lutym kadra pojedzie do Grecji na turniej z udziałem czterech drużyn narodowych. Oprócz Greków, wciąż mistrzów Europy, zagrają w nim na pewno Czesi, a więc również finalista Euro-2008. Powinien to być cenny sprawdzian. Poza tym, postaramy się spełnić wszystkie życzenia Leo.

PAP: Czy awans do najbliższych ME pomoże pana zdaniem w przygotowaniach do Euro-2012, którego Polska będzie współgospodarzem?

M.L.: Nie mam wątpliwości, że tak będzie. Entuzjazm z jakim będziemy działać będzie dwukrotnie większy. Liczę bardzo na nową ekipę rządową, która jest złożona z ludzi sportu, ludzi futbolu. Nie chodzi mi o ich obecność na trybunach, ale pomoc w budowie boisk, stadionów, a przede wszystkim w szkoleniu młodzieży. Chcielibyśmy np., by ministerstwo sportu partycypowało w większym stopniu w otwieraniu szkółek piłkarskich, czy szkoleniu kadr trenerskich.

(onet.pl)

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Ranking stron