Lady Killers, czyli wojny w ringu, poza nim i na bankiecie
Jak już wiemy, na niedawnych mistrzostwach Europy w kick-boksingu  w portugalskim Porto nasza żeńsko-męska ekipa w K1 Rules, low kicku i formule light-contact wywalczyła 13 medali - 6 złotych, 3 srebrne i 4 brązowe. Wystartowało aż 447 zawodników z 30 krajów. Zajęliśmy drugie miejsce w klasyfikacji medalowej. Zachwyciły zwłaszcza nasze panie, bo przecież „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”.
 
Status quo
Nie byłem wczoraj w Warszawie. Nie zasiadłem na krzesełku w hotelu Sheraton razem z innymi działaczami rządzącymi naszym brudnym i śmierdzącym na kilometr w Europie futbolem, nie głosowałem (z czego się cieszę), nie oglądałem tych wszystkich gratulacji dla Laty.
 
Sen o złotych wisienkach
Wyrywanie medalowych kawałków z olimpijskiego tortu będzie dla Polaków bardzo mozolne

Gdybym miał wymienić polskiego sportowca lub sportsmenkę z co najmniej 70-procentowymi szansami na złoty medal w Pekinie, to obawiam się, że z czystym sumieniem podałbym tylko jedno nazwisko - Szymon Kołecki (zakładając, że nie przeszkodzą mu od dawna go trapiące problemy ze zdrowiem).
 
Czas to pieniądz Drukuj Email
13.05.2008.
 Jedną z częstych wad początkujących graczy jest to, że zbyt szybko podejmują decyzję. Nie warto spieszyć się. Mówią, że czas to pieniądz i choć to powiedzenie tak naprawdę ma inne znaczenie, to w pokerze właśnie chodzi o tę chwilę czasu do namysłu.

Skoro decyduję się zainwestować parę/paręnaście/paręset złotych w grę, to mogę też poświęcić kilka chwil zanim zdecyduję się podbić, sprawdzić, czy też spasować. Dobrze jest uczyć się na własnych błędach, ale jeszcze lepiej na cudzych, dlatego przytaczam historyjkę, która dawno temu mi się zdarzyła.


Zaczynając moją przygodę z pokerem złapałem się kiedyś na strasznie głupiej rzeczy. Dziesięcioosobowy stolik, jestem na późnej pozycji. Mam JTs, karty jako takie, ale nie rewelacyjne, dwóch graczy z wczesnych pozycji limpuje, ktoś ze środkowej nieśmiało podbija do dwóch dużych ciemnych, ktoś za nim zastanawia się już dobrą chwilę. A ja już mam rękę na myszce i jestem gotowy, by kliknąć „Call” w tej samej sekundzie, w której przyjdzie moja kolej.

 

Jak to się kończy? Gracz siedzący bezpośrednio przede mną podbija do 6 BB, a ja... naciskam „Call” w tej samej sekundzie, której przychodzi moja kolej i oczywiście klnę jak szewc na swoją głupotę i niecierpliwość.

 

W rozdaniu tym spasowałem po flopie, który przyniósł trzy niskie karty w kolorach nie pasujących mi, a gracz przede mną naturalnie wniósł kolejny gruby zakład.

 
A gdybym tylko poświęcił choćby 5 sekund na najprostszą analizę zagrania mojego poprzednika, to zaoszczędziłbym te sześć dużych ciemnych. Nie trudno się domyślić, że przeciwnik miał wysoką parę, i że do wygranej będę potrzebował albo koloru, albo strita. Bardzo mało prawdopodobne, że uda mi się dobrać już na flopie, a więc będę postawiony przed kolejną decyzją, bo gracz przede mną na pewno wniesie następny zakład po flopie. Oczywiście mogę jeszcze trafić dwie pary albo trójkę, które może wystarczą, a może nie, a zależności od tego jakie karty wspólne wylądują na stole. Kiepskie szanse, więc powinienem spasować przed flopem.

 
W sumie i tak dobrze, że nie trzymałem kursora na „Raise”.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Ranking stron