Lady Killers, czyli wojny w ringu, poza nim i na bankiecie
Jak już wiemy, na niedawnych mistrzostwach Europy w kick-boksingu  w portugalskim Porto nasza żeńsko-męska ekipa w K1 Rules, low kicku i formule light-contact wywalczyła 13 medali - 6 złotych, 3 srebrne i 4 brązowe. Wystartowało aż 447 zawodników z 30 krajów. Zajęliśmy drugie miejsce w klasyfikacji medalowej. Zachwyciły zwłaszcza nasze panie, bo przecież „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”.
 
Status quo
Nie byłem wczoraj w Warszawie. Nie zasiadłem na krzesełku w hotelu Sheraton razem z innymi działaczami rządzącymi naszym brudnym i śmierdzącym na kilometr w Europie futbolem, nie głosowałem (z czego się cieszę), nie oglądałem tych wszystkich gratulacji dla Laty.
 
Sen o złotych wisienkach
Wyrywanie medalowych kawałków z olimpijskiego tortu będzie dla Polaków bardzo mozolne

Gdybym miał wymienić polskiego sportowca lub sportsmenkę z co najmniej 70-procentowymi szansami na złoty medal w Pekinie, to obawiam się, że z czystym sumieniem podałbym tylko jedno nazwisko - Szymon Kołecki (zakładając, że nie przeszkodzą mu od dawna go trapiące problemy ze zdrowiem).
 
Strona główna arrow Felietony arrow Sproszkowany penis jelenia
Sproszkowany penis jelenia Drukuj Email
10.07.2008.
Czy kolejna “zupa z żółwia” zrobi furorę w Pekinie?

Dwie dekady temu, podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Calgary, kontrola antydopingowa wykazała u polskiego hokeisty Jarosława Morawieckiego podwyższony poziom testosteronu we krwi. Tłumaczenie Polaka, a także oficjalne stanowisko naszej reprezentacji, brzmiało - jak na tamte czasy - dość oryginalnie: niedozwolone środki zostały podane zawodnikowi w barszczu z krokietami na przyjęciu u Polonii. Część kibiców w tę teorię uwierzyła, ale gdy po 18-miesięcznej dyskwalifikacji Morawiecki wrócił na lód, wkrótce ponownie wykryto w jego organizmie nadmiar testosteronu. Za drugim razem hokeista nie próbował serwować równie barwnych koncepcji. Być może, gdyby słyszał co nieco o zdobyczach chińskiej medycyny naturalnej, tłumaczyłby, że leczył kontuzję spożywając alkohol zaprawiony sproszkowanym penisem jelenia.
 
Współcześni sportowcy bardzo uważają, co jedzą i piją. Choć “naszprycowany” barszczyk z krokietem, o członku rogacza nie wspominając, kojarzy się zabawnie, to łyknięcie “koksu” wraz z pożywieniem czy napojem śmieszne nie jest. Może zniweczyć wiele lat ciężkiej pracy. Wyczynowcy muszą dokładnie sprawdzać, czy w przyjmowanych przez nich lekach i odżywkach nie ma zabronionych środków. Pomagają im w tym także rodzime władze. Zwłaszcza chińskie, którym bardzo zależy na pozytywnym efekcie propagandowym igrzysk i dlatego nie chcą dopuścić do jakiegokolwiek skandalu dopingowego z udziałem swoich sportowców. Ostatnio zalecają im bardzo ostrożne korzystanie ze zdobyczy medycyny tradycyjnej. Jej historia liczy ponad dwa tysiące lat i w tym czasie wyodrębniono i sklasyfikowano ponad sześć tysięcy leczniczych substancji. Wiele z nich stosuje się do dziś. By uniknąć dopingowych wpadek, naukowcy przebadali szereg preparatów o starodawnych recepturach. Dzięki temu powstała długa lista leków, które nie są wskazane dla sportowców. Niektóre z nich zawierają bowiem zakazane substancje, np. ziołową odmianę efedryny. Jednak nie wszyscy się tymi zaleceniami przejmują.
 
Gwiazdor NBA, koszykarz Yao Ming, nie ukrywa, że w celu odzyskania sprawności po operacji kostki aplikuje sobie środki chińskiej medycyny tradycyjnej. Być może jednak jego lekarze dokładnie przejrzeli listę środków odradzanych i dmuchają na zimne. Natomiast niektórzy zawodnicy z Państwa Środka, pozornie stosując się do zaleceń oficjeli, przerzucili się na stosowanie środków dopingujących z Zachodu. Władze zwęszyły pismo (czytaj: dopingowy skandal) nosem i urządziły pokazową czystkę wśród olimpijczyków. Dożywotnio zdyskwalifikowany za przyjmowanie sterydów został czołowy pływak w stylu grzbietowym, Quyang Kunpeng. Nie można jednak wykluczyć, że są to jedynie działania pozorowane, mające pokazać dobre chęci gospodarzy. Przecież jeśli bosowie partii komunistycznej rzeczywiście żądają od swoich sportowców wygrania klasyfikacji medalowej, to być może doszli do wniosku, że bez jakiegoś zdecydowanego “wsparcia” jest to nieosiągalne. Dlatego, kto wie, czy nie usłyszymy o jakiejś kolejnej “zupie z żółwia”, dzięki której w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku furorę robiły chińskie biegaczki...

ROBERT KRZAK    
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Ranking stron