Lady Killers, czyli wojny w ringu, poza nim i na bankiecie
Jak już wiemy, na niedawnych mistrzostwach Europy w kick-boksingu  w portugalskim Porto nasza żeńsko-męska ekipa w K1 Rules, low kicku i formule light-contact wywalczyła 13 medali - 6 złotych, 3 srebrne i 4 brązowe. Wystartowało aż 447 zawodników z 30 krajów. Zajęliśmy drugie miejsce w klasyfikacji medalowej. Zachwyciły zwłaszcza nasze panie, bo przecież „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”.
 
Status quo
Nie byłem wczoraj w Warszawie. Nie zasiadłem na krzesełku w hotelu Sheraton razem z innymi działaczami rządzącymi naszym brudnym i śmierdzącym na kilometr w Europie futbolem, nie głosowałem (z czego się cieszę), nie oglądałem tych wszystkich gratulacji dla Laty.
 
Sen o złotych wisienkach
Wyrywanie medalowych kawałków z olimpijskiego tortu będzie dla Polaków bardzo mozolne

Gdybym miał wymienić polskiego sportowca lub sportsmenkę z co najmniej 70-procentowymi szansami na złoty medal w Pekinie, to obawiam się, że z czystym sumieniem podałbym tylko jedno nazwisko - Szymon Kołecki (zakładając, że nie przeszkodzą mu od dawna go trapiące problemy ze zdrowiem).
 
Strona główna arrow Felietony arrow Klęski nażelowanych gogusiów
Klęski nażelowanych gogusiów Drukuj Email
25.07.2008.
Polskich fanów najbardziej irytują porażki naszych sportowców z reprezentantami biedniejszych krajów
 
Polacy dość powszechnie postrzegają swoją Ojczyznę jako kraj bogatszy i bardziej cywilizowany od rządzonej przez dyktatora Białorusi. W związku z tym dla wielu z nas jest jasne, że polscy sportowcy powinni wygrywać z białoruskimi. Jesteśmy w stanie zaakceptować wyjątki od tej reguły, ale trudno zaprzeczyć, że bywają one irytujące. Wyrazistym przykładem, choć w tym przypadku Białorusin nie wygrał z Polakiem bezpośrednio, było odebranie przez Sergieja Liachowicza czempionatu WBO w wadze ciężkiej Lamonowi Brewsterowi. Temu samemu, który w 53 sekundy zdemolował naszego Andrzeja Gołotę. Innym, nie mniej dotkliwym egzemplum, jest porównanie aktualnej sytuacji Euzebiusza Smolarka i Aleksandra Hleba.
      
NIEZIDENTYFIKOWANY OBIEKT NIBY-PIŁKARSKI

Ebi, niewątpliwy gwiazdor polskiej reprezentacji podczas eliminacji do mistrzostw Europy, nie zdołał wywalczyć mocnej pozycji w dość przeciętnym, jak na Primera Division, Santander. Wiele wskazuje na to, że wkrótce pożegna słoneczną Hiszpanię i zakotwiczy w sporo słabszej drużynie. Tymczasem Białorusin Aleksander Hleb przenosi się właśnie za 15 milionów euro (a więc za ponad 3 razy więcej niż Smolarek do Racingu Santander) do Barcelony, która wyprzedziła Bayern Monachium podobno chcący wyłożyć za niego “baniek” 18. Oczywiście, można stwierdzić, że z Arsenalu łatwiej trafić do innego renomowanego klubu (i za większą kasę), ale przecież najpierw trzeba tam grać, nieprawdaż?  
 
Najświeższym przykładem “prowincjonalizacji” naszego sportu jest słaba postawa Legii Warszawa w meczu wstępnej fazy Pucharu UEFA z FC Homel. Wywołała ona wśród kibiców i dziennikarzy troskę, gniew lub kpiny. Co prawda na Białorusi sezon w pełni, a legioniści niedawno wrócili z ciężkiego obozu, ale niezdolność do wygrania na własnym boisku z jedenastą drużyną tamtejszej ekstraklasy, a zwłaszcza styl gry, rzeczywiście budzi nieciekawe skojarzenia. Wypada zgodzić się z dziennikarzem “Gazety Wyborczej” Rafałem Stecem, który napisał w swoim blogu “A jednak się kręci”, że “wszelkie próby racjonalizowania, usprawiedliwiania czy też bagatelizowania bezbramkowego remisu z niezidentyfikowanym obiektem niby-piłkarskim FK Homel nie mają żadnego sensu”.  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Ranking stron