Lady Killers, czyli wojny w ringu, poza nim i na bankiecie
Jak już wiemy, na niedawnych mistrzostwach Europy w kick-boksingu  w portugalskim Porto nasza żeńsko-męska ekipa w K1 Rules, low kicku i formule light-contact wywalczyła 13 medali - 6 złotych, 3 srebrne i 4 brązowe. Wystartowało aż 447 zawodników z 30 krajów. Zajęliśmy drugie miejsce w klasyfikacji medalowej. Zachwyciły zwłaszcza nasze panie, bo przecież „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”.
 
Status quo
Nie byłem wczoraj w Warszawie. Nie zasiadłem na krzesełku w hotelu Sheraton razem z innymi działaczami rządzącymi naszym brudnym i śmierdzącym na kilometr w Europie futbolem, nie głosowałem (z czego się cieszę), nie oglądałem tych wszystkich gratulacji dla Laty.
 
Sen o złotych wisienkach
Wyrywanie medalowych kawałków z olimpijskiego tortu będzie dla Polaków bardzo mozolne

Gdybym miał wymienić polskiego sportowca lub sportsmenkę z co najmniej 70-procentowymi szansami na złoty medal w Pekinie, to obawiam się, że z czystym sumieniem podałbym tylko jedno nazwisko - Szymon Kołecki (zakładając, że nie przeszkodzą mu od dawna go trapiące problemy ze zdrowiem).
 
Strona główna arrow Felietony arrow Sen o złotych wisienkach
Sen o złotych wisienkach Drukuj Email
01.08.2008.
Wyrywanie medalowych kawałków z olimpijskiego tortu będzie dla Polaków bardzo mozolne

Gdybym miał wymienić polskiego sportowca lub sportsmenkę z co najmniej 70-procentowymi szansami na złoty medal w Pekinie, to obawiam się, że z czystym sumieniem podałbym tylko jedno nazwisko - Szymon Kołecki (zakładając, że nie przeszkodzą mu od dawna go trapiące problemy ze zdrowiem). Przed Atenami było nieco lepiej - można było śmiało rzucać dwa: Otylia Jędrzejczak i Robert Korzeniowski. Jednak Robert “poszedł w prezesy”, a “Motylia”, choć haruje na ostatnim zgrupowaniu jak wół, może mieć z wygraniem finału na 200 metrów motylkiem spory problem. Nie da się jednak ukryć, że na jej złoty krążek, wsparty medalami Pawła Korzeniowskiego i Mateusza Sawrymowicza, liczy pół Polski. Oddzielną sprawą są nasze 3 drużyny, bo wydaje się, że jeśli żadna z nich nie stanie na podium, to nasi kibice będą mocno zawiedzeni.

WYGRAJ DESPERACIE NA MACIE!

Najbardziej zdesperowanym polskim olimpijczykiem, któremu należy kibicować z całych sił, jest judoka Krzysztof Wiłkomirski. Jego syn Franek ma wadę serca. Na dalsze leczenie trzeba w ciągu niecałego roku zebrać 70 tysięcy złotych. Gdyby Wiłkomirski zdobył medal, osiągnąłby ten cel już w sierpniu. Jak wiadomo, za złoto polscy sportowcy dostaną od PKOl po 200 tysięcy złotych, srebro warte będzie 150, a brąz 100 tysięcy. Determinacji nie powinno zabraknąć także jego koledze z kadry, Robertowi Krawczykowi. Podczas igrzysk w Atenach judoka GKS Czarni Bytom był o krok od zakwalifikowania się do finału i zapewnienia sobie co najmniej srebrnego medalu. Załamany klęską w ostatnich sekundach, przegrał także walkę o brąz.
 
Jeśli już jesteśmy przy sportach walki, to z przykrością stwierdzam, że za sukces środowiska bokserskiego (reprezentowanego przez zaledwie dwóch pięściarzy) trzeba będzie uznać awans choć jednego zawodnika do ćwierćfinału. Na ostatnich trzech igrzyskach olimpijskich na podium nie stanął żaden polski bokser (blisko byli Tomasz Borowski w Atlancie i Andrzej Rżany w Atenach). Walczący w najlżejszych kategoriach Łukasz Maszczyk i Rafał Kaczor poczują na swych niezbyt masywnych barkach ciężar chwalebnej historii naszego boksu amatorskiego. Co gorsza, startujący na swoim kontynencie filigranowi na ogół Azjaci najlepiej radzą sobie właśnie w wagach papierowej i muszej. Zważywszy, że Polska nie ma jakiegoś szczególnego wsparcia we władzach AIBA, przedarcie się do strefy medalowej przez gęste sito bardzo dobrych pięściarzy - nie tylko azjatyckich, z byłych republik radzieckich i Kuby – niemal graniczyłoby z cudem.  
 
Miłą niespodzianką byłby także krążek zdobyty przez zapaśników. Od czasu gdy w Atlancie zagrano Mazurek Dąbrowskiego trzem “klasykom”, minęło już 12 lat.
Świadkiem ich triumfów był Aleksander Kwaśniewski – goszczący, jako  prezydent, na swoich pierwszych igrzyskach. Ponieważ olimpijski debiut – o ile wybierze się do Pekinu - czeka także dzisiejszego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na miejscu zapaśników usilnie namawiałbym go na kibicowanie (choć złośliwcy pewnie uznają, że wolałby skupić się na dopingowaniu Kaczora:-). Co prawda chadzanie tropami poprzednika na pewno nie należy do ulubionych zajęć pana Kaczyńskiego, ale domyślam się, że sporty walki nasz znany z waleczności (choć z pozoru flegmatyczny) przywódca ogląda z przyjemnością. Tylko kto miałby zdobyć medal na zapaśniczej macie? Może tym razem kobieta - brązowa medalistka ubiegłorocznych mistrzostw świata Monika Michalik?

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Ranking stron