Pudzian Wielkie Serce
21.12.2006.
 Ponad 200 dni w roku spędza na treningach i zawodach. Zawsze jednak znajdzie czas, by pomóc

Mariusz Pudzianowski (29 l.) na każdym kroku udowadnia, że wielkie ma nie tylko bicepsy, ale również i serce.

- Największe to ja mam zdecydowanie chęci - śmieje się "Pudzian". - Nie będę owijać w bawełnę - dla mnie sprawianie radości dzieciakom daje więcej satysfakcji niż zwycięstwo w zawodach - dodaje. Pudzian jak Sherlock Holmes

Pudzianowski rozpoczął wczoraj akcję wspomagania najbiedniejszych sportowych szkół w Polsce. Wraz z jednym ze swoich sponsorów wcześniej, niczym detektyw, dowiaduje się, czego najbardziej im potrzeba.

- Jestem jak Sherlock Holmes. Tylko ze względu na posturę troszkę trudniej mi się ukryć - komentuje. - Sprawdzam wszystko, a potem idę do sklepu i kupuję co trzeba. Bo ja żadnym instytucjom charytatywnym za bardzo nie wierzę. Wolę wszystko osobiście załatwiać. Wtedy mam pewność, że dzieciaki dostaną to, czego najbardziej pragną - tłumaczy Mariusz.

I tak w Łodzi najmłodsi sportowcy dostali pod choinkę stojaki, poprzeczkę i zeskok do skoku wzwyż!

- Dzieciaki chciały, żebym oddał chociaż jeden skok. Odmówiłem, bo gdyby takie cielsko zwaliło się na zeskok, to trzeba by jechać od razu po nowy sprzęt - śmieje się nasz strongman.

Niezwykle popularny sportowiec miał w Łodzi prawdziwe urwanie głowy.

- W pewnym momencie musiałem ratować się ucieczką, bo nie wyszedłbym stamtąd do wieczora. Miałem przygotowanych kilkadziesiąt plakatów i kalendarzy, ale rozeszły się jak świeże bułeczki - opowiada.
Chce mu się płakać

Na takie prezenty może liczyć jeszcze dziewięć innych szkół w Polsce.

- Mogę obiecać, że będą to równie oryginalne podarunki jak w przypadku placówki w Łodzi. A gdyby dzięki tym prezentom kiedyś chociaż jeden dzieciak został mistrzem świata, to byłbym w siódmym niebie - tłumaczy. - Polska scena hiphopowa ma Wujka Dobra Rada, a scena charytatywna Pudziana Dobre Serce - żartuje Mariusz.

Wspomaganie sportowych szkół to najnowsza inicjatywa Pudzianowskiego. Natomiast już od kilku ładnych lat "Dominator" współpracuje z fundacją "Mam marzenie".

- Czasami po spotkaniach z tymi dzieciakami chce mi się płakać. To są zazwyczaj osoby nieuleczalnie chore. Rak, białaczka i inne przykre sprawy. Jak tylko dostaję propozycję, by odwiedzić takie chore dziecko, nie waham się ani sekundy. Fajnie, że chociaż na chwilę mogę poprawić mu humor - wyznaje Pudzianowski.
Zadra została

Boże Narodzenie Mariusz spędzi z rodziną.

- Tyle się w tym roku najeździłem po świecie, że chociaż w Wigilię sobie odpocznę. Ale to by było na tyle. Już pierwszego dnia świąt trzeba wrócić do treningów. Ten rok był wspaniały, ale zadra w postaci utraty tytułu mistrza świata pozostała - przyznaje. - Dla maluchów wciąż jestem najsilniejszym człowiekiem na świecie, więc w przyszłym sezonie nie mogę ich zawieść i złoto musi wrócić do mnie. Ostatnio byłem na spotkaniu z chłopcem, któremu jakimś cudem udało się wygrać z rakiem. I dla niego zdobędę ten tytuł - zapowiada "Pudzian".

(SuperExpress)