Dolarkowym skrytożercom mówimy "Nie" - część II
10.09.2007.
Żarty żartami, ale w przeciwieństwie do Kinga kilku polskim pięściarzom jest zdecydowanie nie do śmiechu...

POKER  MISTRZÓW ŚCIEMY

Żarty żartami, ale w przeciwieństwie do Kinga kilku polskim pięściarzom jest zdecydowanie nie do śmiechu. King może tę rzekomą stratę (piszę „rzekomą”, gdyż „Dziadek”, który podobno załatwia interesy głównie przy pomocy gotówki, nie chciał – według Bagsika - zademonstrować mu wyciągu z konta, na które B. miał mu je przesłać) przełknąć bez większego stresu (pomijając urażoną ambicję faceta, którego sporo ludzi uważa za mistrza przekrętów – vide: liczne procesy). Natomiast Wojciech Bartnik, Piotr Wilczewski, Mateusz Masternak i Dawid Kowalski, którzy zaboksowali 9 czerwca podczas gali „Perfect Boxing” w barwach 12Rounds, martwią się nie tylko kłopotami z wydobyciem pieniędzy za walki, ale także zastanawiają się, co dalej z ich sportowymi karierami. O swoje, i to całkiem pokaźne, upomina się też Tomasz Adamek, który nie zamierza użyczać swojego wizerunku, ani tym bardziej walczyć, za półdarmo.

Pokrzywdzeni pięściarze napisali listy do Wydziału Boksu Zawodowego przy Polskim Związku Bokserskim, w których proszą o pozbawienie szefa 12Rounds licencji promotora. Adamek oblicza należne mu pieniądze, przetrzymywane według niego w sposób nieuprawniony przez Ceng AG, na ćwierć miliona dolarów. Natomiast pozostali, z racji dość skromnych, z punktu widzenia całego długu, żądań są dość łatwymi do zaspokojenia pionkami na szachownicy tego konfliktu. Prawdziwym królem, zdolnym do zaszachowania dawnego mistrza oscylatora, jest nomen-omen – King (z angielskiego -  Król). 

Ale wydaje mi się, że w tym momencie wyniku tej partii przesądzać nie warto. Zwłaszcza, że bardziej niż szachy owo starcie promotorów przypomina grę w pokera. King opowiadał, że 12Rounds jest mu winna 700 tysięcy dolarów, natomiast Bagsik twierdził, że pieniądze zostały przelane na konto DKP. Adamek, którego kontrakt został rzekomo wykupiony przez firmę Bagsika od DKP, nie wie na czym stoi, dlatego właśnie wybrał się na tydzień do USA, by pogadać m. in. z Kingiem, z którym nie tak dawno się procesował.
 Na pytanie, czy prawdę mówi promotor amerykański, czy też polski nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Podejmując taką próbę, warto pamiętać o góralskim, a więc zapewne znanym noszącemu przydomek „Góral” Adamkowi, powiedzonku „Są 3 rodzaje prawdy – cała prawda, tylko prawda, i g...o prawda (czyli amerykańska „bullshit”, a po naszemu „ściema”)”. Za mistrza „bullshitu” od dawna uchodzi King, który kiedyś powiedział, że bez owego „byczego g...a” nie da się zrobić biznesu, gdyż bez niego nie urosną kwiaty. Ale przecież „Polacy nie gęsi”, a raczej nie jagniątka, które milcząc pójdą na rzeź. Pięściarzom wystarczy, że przelewają krew w ringu.

Obserwując rozgrywkę między panami K i B,  niektórzy przypominają sobie scenę ze znakomitego filmu Sylwestra Chęcińskiego „Wielki Szu”, podczas której tytułowy bohater, wytrawny szuler, ogoliwszy z gotówki napalonego młokosa, stwierdził: „Ja oszukiwałem, ty oszukiwałeś - wygrał lepszy”.

REJS  PO MORZU ABSURDÓW

Na tym etapie próba rozstrzygnięcia sporu Kvs B przez człowieka nie mającego wglądu w szczegóły przypomina wspomniane przeze mnie w niedawnym artykule badanie „zawartości boksu w boksie” w potencjalnej pięściarskiej komedii „Oszukiwany, oszukiwana”. Najłatwiej powiedzieć,że trafił swój na swego lub „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Tylko kto jest w tej grze Kozakiem, a kto Tatarzynem?

Zresztą, coś mi się zdaje, że nawet przegrany w tym bokserskim pokerku jakoś wyjdzie na swoje. Natomiast obawiam się, że po uszach – jak to zwykle bywa - dostaną ci, którzy znajdują się najniżej w łańcuchu pokarmowym dżungli zwanej zawodowym boksem. Dlatego aż ma się ochotę zakrzyknąć w stylu bohaterów „Misia” Barei: „I niech te zniknięte dolarki staną w gardle dolarkowym skrytożercom, którym mówimy: Nie!”

Ruszając w dalszą część tego tego rejsu po morzu absurdów, można by zapytać „Kto za to płaci?” Odpowiedź jest prosta - oczywiście społeczeństwo (czytaj: szary bokserski kibic i pięściarze). Bo czyż znajdzie się multimilioner, który odważy się zainwestować poważne pieniądze w boks zawodowy w Polsce? Na przykład takie, jakie „włożył” w koszykówkę i tenis Ryszard Krauze. Ale, po pierwsze - w młodości trenował on koszykówkę i nawet grał w juniorskiej reprezentacji Polski; po drugie - jego córka uprawia wyczynowo tenis; po trzecie - mistrz Polski koszykarzy, Prokom Trefl Sopot, i turniej tenisowy Prokom Open, świetnie wypromowały nazwę jego firmy; po czwarte - bilety na mecze i turnieje rozchodzą się jak świeże bułeczki; po piąte na turniejach tenisowych w loży honorowej brylował prezydent Aleksander Kwaśniewski i inne VIP-y. Być może dałoby się wymienić także jakieś „po szóste”, a nawet „po siódme”, ale czyż pięć atutów nie wystarczy? Zwłaszcza, że Krauze najzwyczajniej w świecie mógł sobie na takie wydatki pozwolić, nie licząc na jakiekolwiek zarobki. Czy – w świetle niedawnego zainteresowania jego osobą ABW - będzie tak nadal, nie warto jeszcze przesądzać. Polska scena polityczna przypomina bowiem walkę idących na wymianę ciosów pięściarzy. Albo starcie buldogów (lub promotorów) pod dywanem...   

ROBERT  KRZAK