Tajemnicze monstrum - część II
22.11.2007.
Najwszechstronniejszy siłacz świata

Zdarzają się sportowcy, którzy mają predyspozycje do uprawiania na najwyższym poziomie kilku dyscyplin siłowych i pokrewnych. Jednym z nich jest Mariusz Pudzianowski. Można bowiem przypuszczać, że gdyby odpowiednio wcześnie, i w 100 procentach, się temu poświęcił, mógłby zostać czołowym sztangistą, miotaczem czy kulturystą. Nie bez szans byłby także w rugby (które zresztą uprawia dla poprawienia kondycji i sprawności), futbolu amerykańskim, czy w sportach walki (zdał egzaminy na kilka pierwszych stopni uczniowskich, tzw. kyu, w karate kyokushin, sparował z bokserem zawodowym wagi ciężkiej Albertem Sosnowskim), łącznie z sumo, gdyby przyszło mu do głowy nieco się podtuczyć. Jest bez wątpienia sportowym fenomenem. Ale mimo to nazywanie go, nawet w czasach, gdy seryjnie wygrywał najważniejsze zawody strongmenów, najsilniejszym człowiekiem świata było pewną przesadą. O wiele precyzyjniejsze byłoby określenie “najwszechstronniejszy siłacz świata”. Czysta siła jest bowiem tylko jednym z kilku istotnych - obok szybkości, dynamiki, wydolności (lub raczej - wytrzymałości siłowej) i techniki, sprawności oraz mocnej psychiki i woli zwycięstwa - czynników decydujących o sukcesie w zmaganiach strongmenów.

Obserwując różnorakie zmagania siłaczy, czytając artykuły itd. łatwo dostrzec, że sformułowanie “najsilniejszy człowiek świata” jest nadużywane. Na ogół w celach reklamowych, z chęci przyciągnięcia widzów i sponsorów. Dywagacje na ten temat są bardzo atrakcyjne, ale dopóki nie zostaną ustalone jednoznaczne kryteria (czyli prawdopodobnie - nigdy), nie będziemy pewni, kogo z czystym sercem nazwać można najsilniejszym na świecie. Chyba, że narodzi się człowiek, który pobije rekordy świata w przysiadzie, martwym ciągu, wyciskaniu na ławeczce, podrzucie, rwaniu oraz - przy okazji - zdominuje mistrzostwa świata strongmenów w stylu Mariusza Pudzianowskiego. Ale tutaj znów zaczynamy wkraczać w sferę mitów i legend...

Lokalna legenda

Jak łatwo dostrzec na podstawie powyższych rozważań, odpowiedź na pytanie o najsilniejszego współczesnego człowieka jest bardzo złożona i zależy także od takich czy innych siłowych predyspozycji zapytanego lub wręcz od jego (lub jej) widzimisie. Moim zdaniem jeden z najciekawszych punktów widzenia na tę sprawę ma autor artykułu zatytułowanego “Najsilniejszy człowiek w historii” - Jeff M. Everson. Co ciekawe, choć reprezentował on Stany Zjednoczone w olimpijskim konkursie podnoszenia ciężarów, Everson nie faworyzuje czempionów swojej dyscypliny. Stwierdził bowiem, że “(potencjalnie) najsilniejszy człowiek w historii żyje właśnie teraz, ale nic o nim nie wiemy. Ma bardzo grube kości, wielkie dłonie i nadgarstki, grubą szyję, szeroką talię, potężne mięśnie pośladkowe i ud, mnóstwo białych włókiem mięśniowych. Wielcy i silni byli także jego rodzice i dziadkowie. Na pewno sporo waży, pochłania niesamowite ilości jedzenia i ma 17-27 lat. Prawdopodobnie jeszcze nie trenuje z ciężarami i nie jest szczególnie zainteresowany wykorzystaniem swojego ogromnego potencjału”. Zdaniem Eversona jest wielce prawdopodobne, że to “monstrum” , podobnie jak wielu innych facetów hojnie obdarzonych przez naturę siłą, pozostanie jedynie lokalną legendą.

Być może jednak ta ostatnia, wygłoszona kilka lat temu, opinia Eversona (bez wątpienia świetnie znającego temat) jest dziś nieaktualna. Stwierdzenie, że żyjemy w globalnej wiosce, z każdym rokiem staje się bowiem coraz bardziej uzasadnione. W dobie wszechobecnej telewizji i internetu ten anonimowy siłacz musiałby chyba żyć w niedostępnych rejonach amazońskiej dżungli lub w zapomnianym przez Boga i ludzi syberyjskim chutorze. Jeśli mieszkałby np. w wiosce na Podhalu, prędzej czy później ktoś wspomniałby o nim na jakimś internetowym forum i wizyta węszącego świetny biznes menedżera (lub trenera) byłaby tylko kwestią czasu...

ROBERT KRZAK