Emocje na Wielkiej Krokwii
25.01.2008.
 W dzisiejszym konkursie na Wielkiej Krokwi zobaczymy pięciu naszych reprezentantów. Jest to dokładnie połowa liczby, która wystartowała w kwalifikacjach. Awans do konkursu uzyskali: Adam Małysz, Stefan Hula, Kamil Stoch, Marcin Bachleda i Łukasz Rutkowski.

Niestety kwalifikacji nie przebrnęli pozostali zawodnicy. Maciej Kot skacze zimą wyraźnie słabiej, niż latem. Piotr Żyła najwyraźniej zostawił formę gdzieś w Sapporo. Klimek Murańka nie będzie wspominał swego debiutu w Pucharze Świata szczęśliwie. W pierwszym skoku spóźnił się na belkę. Być może to wywołało u niego stres. Oba jego skoki treningowe wypadły blado a ten kwalifikacyjny wręcz fatalnie. Cudowne Dziecko polskich skoków, które jeszcze miesiąc temu w Mistrzostwach Polski nie dało rady tylko Kamilowi Stochowi, dziś przegrało sromotnie nie tylko z wszytkimi pozostałymi Polakami, ale z całą stawką zawodników zgłoszonych do konkursu. Klimek skoczył tylko 88,5 metra i zajął ostatnie miejsce. Najwyraźniej nie przyszedł jeszcze czas, by chłopiec rywalizował z mężczyznami.

Ci zawodnicy, którzy awansowali do jutrzejszego konkursu, chętnie dzielili się wrażeniami. Stefan Hula powiedział: "Jestem zadowolony z wyjazdu na Słowację - było łatwiej mi się przestawić z mamuta. Pierwsze moje skoki po Harrachovie były całkiem nieudane, więc cieszę się, że mogłem je "wyprztykać" tam a tu już skakać nieco lepiej. Mój skok kwalifikacyjny nie był tak dobry jak w treningu, ale była niższa belka a i warunki trochę trudniejsze, więc jestem zadowolony. Chyba moja forma rośnie."

Łukasz Rutkowski był mniej wesoły: "To nie był do końca dobry skok, miałem trochę za wysoką pozycję dojazdową." Zawodnik z Podhala skomentował też występ Klimka Murańki: "Klimek jeszcze ma czas, to jego pierwszy start w Pucharze Świata"

Marcin Bachleda ostrożnie wypowiadał się o swej próbie: "Nie był to zły skok. Troszkę zaczęło mi wiać już w plecy jak leciałem, a i belka trochę niska jak na takie warunki. Fajnie by było jakies punkty w końcu zdobyć. Ale musi najpierw coś zaskoczyć."

Tradycyjnie dość krytyczny wobec siebie był Kamil Stoch: "Skacze mi się trudno. Chyba jeszcze nie przestawiłem się z mamuciej skoczni. Kieruję odbicie za bardzo do przodu. Rozbieg jest niski jak na te warunki. Pierwszy raz w życiu skaczę z belki nr 9,5 (śmiech) chyba delegat techniczny zauważył, że odległości między belkami sa niewystarczające i stąd takie dziwne oznaczenie."

(skijumping.pl)